Kawę na ławę…i bach
Praca praca praca praca…
Choć ostatnie dwa tygodnie w Bieszczadach pozwoliły odpocząć i się zrelaksować:)
I to codziennie przy dobrej kawie z czekoladą…Nic nie jest przyjemniejsze jak kawa pod namiotem z przyjaciółmi. W deszczowy i w słoneczny dzień. Muszę przyznać, że kawa z ogniska jest przepyszna:)
Jednak dwa tygodnie w górach zleciały i znów trzeba było wrócić do siedzenia tym razem za biurkiem. No cóż przynajmniej ten upał mi nie doskwiera;)
Ostatecznie mówiąc jest dobrze…i nadal tak może być.
A kawa to dziś moja zła przyjaciółka…bo ledwo co ją zrobiłam w pięknym żółtym kubeczku z rysunkiem Pana Mleczka i się jakimś dziwnym cudem wylała na moją kremową spódnicę. Cóż ledwo się dzień w pracy zaczął, a ja mam piękną jakże kawową plamę na spódnicy;) Dobrze, że siedzę za biurkiem to jej nie widać…I Byle do 15.30
Od taka historyja z dnia dzisiejszego odnośnie psotnej małej czarnej;)
Miłego dnia Wam życzę…wracam do pracy rodacy;P
Wakacyjne pozdrowienia Iskierka:P
