Śpiąc w płomieniach.
“Kelnerka przyniosła mu filiżankę kawy i wtedy dopiero zobaczyłem jego ręce./… / Ręce tak mu się trzęsły, że zupełni nie mógł nad nimi zapanować. Nie było mowy żeby ten człowiek podniósł do ust filiżankę i nie wylał wszystkiego na siebie.Ale on się śmiał, jakby miał jakąś wielką sztuczkę w zanadrzu i zaraz chciał ją zademonstrować. /… / tymi trzęsącymi się rękami sięgnął za pazuchę i wyjął słomkę. /… / Wielką, długą, żółtą słomkę, którą wrzucił prosto do filiżanki. Wyglądało to tak, jakby za chwilę jakiś dzieciak miał wypić kawę. Ale on świetnie dawał sobie radę. /… / co się najbardziej w tym podobało? że kiedy pociągnął przez słomkę, rozejrzał się wokoło z tak dumnym uśmiechem, jakby chciał całemu światu ogłosić, że żadne nawet najbardziej pokrzywione ręce nie są w stanie powstrzymać go przed piciem kawy.”
J.Carroll

Nooo dobre! Jonathanem Carrollem zaczytywałam się jakieś 10 lat temu
Dobry bywał. Chociaż najgłośniejsza “Kraina chichów” mnie nie zachwyciła.
A w kwestii kawy zapraszam do lektury “Millenium” Larrsona
znam osobę, która posiada owe Milenium także może się skuszę;)pozdrawiam